Poprzedni gościnny wpis był zbiorem 4 punktów obowiązkowych do zwiedzenia w Paryżu. Dziś publikuję artykuł napisany przez Elę, z którą przeniesiemy się w czasie o 8 lat. Miała ograniczony budżet, spędziła tylko miesiąc w Paryżu, ale udało jej się wiele zobaczyć i zwiedzić. Sama o sobie pisze, że jest trybikiem w machinie korporacji, panią od cyferek i miłośniczką wszystkiego co frankofońskie. Oddaję jej zatem głos, a Was zapraszam do lektury.

Goście, goście...

Wiecie co robiłam dokładnie 8 lat temu? Byłam świeżo po powrocie z najdziwniejszego wyjazdu w swoim życiu. Po miesięcznym pobycie w Paryżu. Pełna sprzecznych uczuć. Szczęśliwa i psychicznie wyczerpana. Tęskniąca i stęskniona.

Propozycja wyjazdu spadła na mnie jak grom z jasnego nieba. Tuż po tym jak zrezygnowałam z wyjazdu na Erasmusa do podparyskiego Beauvais, kiedy wszystko było już dopięte na ostatni guzik. I wtedy zadzwonił telefon. Au-pair w Paryżu. Tylko na miesiąc. Tylko wrzesień. Studencko idealnie. Potraktowałam to jak Boży palec. No musi mi być pisany ten Paryż, nie? I wyleciałam. Sama. Zostawiając w Warszawie, na ten miesiąc, cały mój świat. Wyleciałam z wielką walizą i 200 euro w kieszeni. Musiało wystarczyć, bo wikt i opierunek był zapewniony.

To nie był mój pierwszy raz w Paryżu. Wcześniej byłam dwukrotnie na autokarowej szkolnej wycieczce. Z tego samego biura podróży. Na pierwszą (w wieku 12 lat) wydałam wszystkie oszczędności życia, składające się głównie z prezentów urodzinowych i z pierwszej komunii. Boże ile to było kasy! Ale chyba nigdy tak szybko nie podjęłam decyzji o wydaniu fortuny jak wtedy, no może decyzja o kupnie mieszkania przyszła mi równie łatwo ;). Drugą wycieczkę wygrałam w konkursie piosenki francuskiej tuż przed maturą. I była niczym déjà vu. Ten sam polski hotel w podparyskim Crécy-la-Chapelle. Ten sam schemat. Te same zabytki. Ten sam Disneyland. Niby wszystko pięknie i cudnie, ale obiecałam sobie, że kiedyś pojadę na własną rękę i zobaczę sama wszystko to, na co nie było czasu, w swoim tempie.

I nadszedł ten moment. Wyposażona w 200 euro i wielką walizę wsiadłam do samolotu, by 2 godziny później wysiąść na Orly i rozpocząć swoją paryską przygodę. Pracowałam rankami i wieczorami oraz w weekendy, środek dnia mając dla siebie. Mieszkałam w eleganckiej XVI dzielnicy, mając pod nosem stację RER i widok z okna na wieżę EifflaLa Seine. Idealna lokalizacja na codzienne wypady. Jeszcze w Polsce zrobiłam sobie rozpiskę, co chciałabym zobaczyć jak najniższym kosztem. Miałam na to miesiąc, więc zaczęłam od razu polować na darmowe wejścia. Okazało się, że to łatwiejsze niż by się wydawało. Jak tak się teraz zastanawiam, chodziłam od muzeum do muzeum i nie wydałam ani grosza, tfu: ani eurocenta. Odpuściłam sobie sztandarowe punkty paryskich wycieczek, które w dwa dni wyczyściłyby mój budżet do zera. Nie byłam więc ani na wieży, ani w Wersalu, ani w Disneylandzie. Postawiłam głównie na miejsca nowe, nie tak oblegane, pozwalające poczuć ten paryski klimat. Jeździłam RER, metrem i autobusami. Dużo chodziłam pieszo i napawałam się tamtejszą atmosferą. Gdybym miała Wam opisywać gdzie byłam za darmo i ile muzeów zaliczyłam, wynudzilibyście się jak mopsy. Polecam wpisać w google „Paryż za darmo” i cieszyć oko długą listą atrakcji. Skoro więc wszystko było za darmo, to na co wydałam owe 200 euro? Na żarcie, wino, książki z Gilbert Jeune i bibeloty dla bliskich. Skoro ja się bawiłam za darmoszkę, chciałam trochę Francji przywieźć do Polski. Zapach serów mój bagaż pamiętał jeszcze przez dwa tygodnie, a moje podniebienie wspominało crêpes z budki przy jednym z zabytkowych placów Paryża.

Miło się teraz wspomina tamten czas, widoki wyryte w pamięci, czar, urok i magia. Ale wtedy tak tego nie postrzegałam. Zostawiłam na cały miesiąc mężczyznę swojego życia w Warszawie, do której przeprowadził się kilka miesięcy wcześniej, dla mnie. Miłość dla której zrezygnowałam z tego półrocznego Erasmusa. Och, jak tęskniłam… I wtedy obiecałam sobie, że pokażę mu to co widziałam. Wrócę tam jeszcze. Wrócimy we dwoje. Chociaż nie… teraz już we czworo. Kilkanaście dni temu minęła nasza 6 rocznica ślubu, a nasze młodsze dziecko skończyło 7 miesięcy. I choć w międzyczasie wracałam do Paryża służbowo i odświeżałam sobie te wspomnienia w pamięci, to marzę, by zobaczyć ten mój magiczny Paryż jeszcze raz, ale z moimi ukochanymi. Bo tylko tak będę mogła czerpać jego piękno, urok i magię całą sobą.

miesiąc w Paryżu 1

Jeśli chcecie bliżej poznać Elę, zapraszam na jej blog, gdzie pisze o sobie, o macierzyństwie, o pracy i o wszystkim, co przyjdzie jej do głowy. A gdyby Wam się u niej spodobało, śledźcie również jej fanpage.

A może Wy byliście w jakimś francuskojęzycznym kraju i chcielibyście stworzyć wpis gościnny na mój blog? Skontaktujcie się ze mną za pomocą formularza kontaktowego.

Bulk email software by FreshMail

FrancjaNewsletter jpg (1)Jeśli chcesz być na bieżąco oraz otrzymywać ekskluzywne treści i materiały, zapisz się na newsletter:

  • Ale fajna historia! Dopiero teraz czytam (z braku czasuuu 🙁 ) Fajne są takie wspomnienia z „młodości” (no dobrze, nie mamy jeszcze 70 lat, ale historia sprzed 8 lat to trochę jak wspomnienia z młodości ;))

  • karolinarojekpl

    Paryż i Francja w ogóle jakoś nigdy mnie nie kręciły, ale strasznie fajnie czyta się historie tych, którzy zakochali się w tym mieście i kraju. No i przeżyć tam za 200 euro – cud! Więc tym bardziej gratuluję 🙂

  • Maja Jusiak

    Świetny wpis. Marzę o Paryżu od dawna, miało to marzenie być spełnione na wiosnę, jednak po ostatnich wypadkach niewiadomo…

  • Monika Fiszer

    rewelacyjny opis, ja lubię wyjazdy samodzielne i samodzielne zwiedzanie miasta. A ograniczony budżet mam zawsze, więc porady się przydadzą, tym bardziej, że Paryż ciągle przede mną!

  • NotatkiNiki

    Swietnie sie czyta takie wspomnienia. Zycze szybkiego powrotu do Miasta Świateł! Choć moze nie teraz zaraz, niech sie najpierw ten koszmar na jawie skończy …

    • Bardzo, bardzo bym chciała. Ten wpis pisałam na kilka dni przed zamachami, aż skóra mi ścierpła, bo wspomnienia bardzo odżyły. No ale cóż, jeszcze z pewnością tam wrócimy 🙂

  • Ech, jak romantycznie! Decydując się na mojego Erasmusa nie miałam skrupułów i nie zastanawiałam się, jak to będzie z moim mężczyzną. I chyba dobrze się stało, bo przez pierwsze 3 miesiące tęskniłam jak szalona. Gdybym się chwilę zatrzymała i pomyślała o tęsknocie to też pewnie zrezygnowałabym z wyjazdu. Na szczęście szybciej robię niż myślę i dzięki temu mam fantastyczne wspomnienia.

    U Ciebie, Elu, pewnie dobrze się stało. Mając miesiąc nie marnotrawiłaś ani chwili. Z perspektywy czasu sama trochę żałuję, że nie zrobiłam pewnych rzeczy cały czas myśląc, że jeszcze będzie na to pora.

    • Gdy wyjeżdżałam na pierwszą moją wymianę z Francją (ze szkoły, w której pracuję), była to pierwsza rozłąka z mężem (byliśmy 1,5 roku po ślubie) trwająca dłużej niż dzień (nie było mnie w domu w sumie 10 dni). Strasznie mocno to przeżyłam.

      • Nawet nie wiesz jak Cię rozumiem 🙂

      • Ja też jestem z rodzaju tych tęskniących! Nie wiem jak to zrobiłaś Diana!

    • Staram sie nie myśleć co by było gdyby 😀 Mam cudną rodzinę i to jest całe moje szczescie. jak kiedys zechcemy, to wyjedziemy tam i na pół roku i na całe życie. Ważne, że razem 🙂 A zwiedzanie było moim lekarstwem na tęsknotę. Ale jakim fantastycznym lekarstwem 🙂