Jednym z bardziej znanych stereotypów o Francuzach jest ich nieznajomość angielskiego. Znajduje się zaraz obok dowcipów o tym, ile i jakie biegi mają francuskie czołgi oraz ogłoszenia „sprzedam francuski karabin z II Wojny Światowej, nieużywany, raz rzucony na ziemię”. Jak w każdym stereotypie i w tym tkwi nieco prawdy i można by zacząć szastać statystykami, ale po co, skoro można poopowiadać? Chciałabym wam opowiedzieć cztery historyjki z życia wzięte o tym jak to z tym angielskim bywało w szlachetnej francuskiej stolicy i raz w stolicy owszem, ale innej.”

DSC01276

Tak właśnie zaczyna się wpis gościnny napisany przez Martę, autorkę bloga Marszowickie Pola. Rocznik 85 więc najlepszy. Sama siebie określa mianem „tułacz europejski”. Dla mnie napisała artykuł, z którego dowiecie się czy Francuzi mówią po angielsku. Te wszystkie piękne zdjęcia również są jej autorstwa!

Francja

Trzy razy gdy Francuzi przemówić nie chcieli i jeden, gdy było inaczej.

Dwie z sytuacji poniżej raczej nie mają szans spotkać kogoś, kto tylko przyjechał pozwiedzać, ale pięknie ilustrują co i jak.

DSC09581
Bajka pierwsza:
Edukacja; gdy nie przemówili w ogóle

Z punktu widzenia studenta międzynarodowego biuro wsparcia erazmusów jest najważniejszym miejscem na uczelni. Wszelkie Erazmusy są pod jego opieką, ale ja nie byłam Erazmusem, a studentką na anglojęzycznym kierunku i tyle. W dodatku kierunku prowadzonym przez pięć uczelni rozstrzelonych na powierzchni połowy Île-de-France od Saclay przez Paryż po Champs-sur-Marne. I pewnego pięknego dnia jedna z nich (École Centrale Paris, znajdująca się, jak nazwa wskazuje w Chantenay-Malabry École Centrale Paris, znajdująca się, jak nazwa wskazuje w Chantenay-Malabry dwanaście kilometrów od Payża na granicy z Sceaux i mniej więcej dwanaście kilometrów od Payża) zaczęła się do mnie dobijać mailowo z pewną sprawą. Po francusku. Z pomocą translatora i kolegi rozszyfrowałam o co chodzi i odpisałam po angielsku wyraźnie stwierdzając, że ni du du języka znad Sekwany nie znam. Zadałam również kilka pytań odnośnie tego, czego ode mnie chcieli, na które w kolejnym mailu udzielili mi odpowiedzi, ale, a jakże, po francusku. Ja im znów po angielsku, oni mi po francusku i tak byśmy się bawili do końca świata, ale skapitulowałam. Przesłałam wszystko do przypadkiem poznanej opiekunki Erazmusów z innej uczelni i ona się tym zajęła mnie tylko informując o ostatecznym wyniku rozmowy. Ja za to nie byłam pewna czy się śmiać, czy płakać. Obie opcje były kuszące w trwającym chaosie organizacyjnym.

paris_pano_2

Bajka druga:
Komunikacja, gdy przemówili trochę

Muszę przyznać, że nie jestem zbytnio obeznana z czymś tak prostym, jak telefony na kartę. Korzystałam z takiego rozwiązania dwa razy w życiu, w tym raz w czasie studiów we Francji. Mój francuski telefon na kartę pre-paid był z gatunku tych nieprzyjaznych dla nieznającej języka osoby, bowiem trzeba było wykupić doładowanie, zadzwonić pod numer i postępować zgodnie z kilkustopniową instrukcją. Można ją było wykuć na blachę, ale jeśli nie używało się telefonu dużo i doładowywało rzadko, to kończyło się tak jak ja – chodząc do salonu operatora w pobliżu, kupując doładowanie i prosząc pracownika, aby je wbił.
Tyle tytułem nakreślenia sytuacji.

Nadeszły święta, z nimi było w ogóle dużo historii, bo spadł śnieg – zjawisko paraliżujące ruch naziemny w Île-de-France – ale to bajka na inną okazję, a ja znów zawitałam w salonie i z wyuczonym do perfekcji „Parlez-vous anglais?” podeszłam do pana przy stanowisku obsługi, na co on sparował mnie pięknym „No.” i całym sobą dawał do zrozumienia, że teraz powinnam odejść. Sęk w tym, że wyjeżdżałam. Musiałam mieć doładowany telefon, żeby w roamingu w Polsce znajomi mogli mnie złapać, gdyby zaszła taka potrzeba. Nie mając czasu, aby szukać innego salonu, miałam tylko jedno wyjście: dukać po francusku, którego się nigdy nie uczyłam. Efekt bardziej przypominał odwrócone frangle – anglefre: angielski z francuskim akcentem i wymową, ale człowiek zdesperowany się takimi szczegółami nie przejmuje.

Wystarczyły dwa zdania, żeby pan skapitulował, wywiesił białą flagę i przyznał się do jakiejś znajomości angielskiego, która w zupełności wystarczyła do załatwienia sprawy.
Da się?
Da się.

sceaux_ecole_centrale

Bajka trzecia:
Konsumpcja, gdy przemówili, ale!

Z ciasnym budżetem jedzenie na mieście nie było dla mnie normą, ale gdy odwiedziła mnie mama i pojechałyśmy zwiedzać Paryż (a to nie był żabi skok, trzeba było bowiem pierw podjechać autobusem lub przejść znaczny kawałek, potem wsiąść w kolej podmiejską – RER B – dobre czterdzieści minut aby znaleźć się przy katedrze Notre Dame i w razie potrzeby przesiąść w metro) obiad na mieście był nie do uniknięcia.

Wybrałyśmy na chybił trafił coś w niewielkiej odległości od Luwru, gdzie nas głód dopadł. Menu lunchowe było z gatunku jedna z kilku przystawek, jedno z dań głównych, jeden z kilku proponowanych deserów. Lista, oczywiście, french only. Jak to ja, zaczęłam pytaniem po francusku o to czy ktoś może po angielsku umie i nam wyjaśni co jest co. Oui, oui… napuścili na nas jednego takiego co po wyspiarskiemu umie. Przyszedł, podał karty i mówił po francusku. Zapytany kulturalnie, czy jednak może po angielsku odpowiedział, zacytuję: yes, but I don’t like.

Za szczerość należy mu się nagroda, ale litości nie miałyśmy. Mówiłyśmy po angielsku, on odburkiwał niechętnie i w ogóle zdawał się cierpieć katusze obsługując nas i się z tym nie krył. Dostał 5 eurocentów napiwku, żeby przypadkiem nie pomyślał, że nie wiedziałyśmy, że jakiś powinniśmy mu dać, nie był ujęty w cenach. Wiedziałyśmy i dostał tyle, na ile zasłużył. Nominałów poniżej piątki nie miałam w portfelu.

Zarejestrowałyśmy jeszcze, że po nas przyszła rosyjska rodzinka. Zgadnijcie proszę kto i w jakim języku ich obsługiwał.
Ktoś nie miał wtedy szczęścia.

Więc tak, nawet w sercu Paryża, gdzie turyści przelewają się chodnikami, może być chwilami ciężko.

Louvre

Bajka czwarta:
Przypadek helsiński

To opowiastka z happy endem. Rozegrała się w Helsinkach, w terminalu promowym z którego odchodzą promy Linda Line do Tallinna. Byłam po prawie dwutygodniowym rejsie, dwóch dniach w fińskiej stolicy i umykałam na kilka dni do Estonii. Moja torba, żadna tam walizka na kółkach, bo te się nie nadają na jacht, gdzie wciska się je w nogi na koi, była ciężka. Bardzo, bo pogoda na morzu bywa podstępna, a wysuszyć coś jest niekiedy trudno, więc bierze się dużo ciuchów na wszelki wypadek. I stałam tak z nią w tłumie ludzi i nagle jeden z nich odezwał się do mnie, po angielsku, czy może potrzebuję pomocy. Kim się okazał? Francuzem – żadna niespodzianka, bo inaczej nie byłoby tej opowiastki tutaj. Bardzo sympatycznym Francuzem, z którym po angielsku przegadałam całą drogę do Tallinna i nawet postawił mi kawę i jakiś czas jeszcze wymienialiśmy e-maile.
Tak więc jak najbardziej istnieją Francuzi pięknie mówiący po angielsku i w sumie spotykałam ich nawet często, acz równie często było to poza granicami Francji.

*

Jak zatem jest z tym angielskim wśród Francuzów?

Różnie. Nie umieją, boją się, gdy mówią słabo, nie lubią (do kwadratu, bo niekiedy szybkie danie do zrozumienia, że nie jest się z Anglii a jedynie mówi się po angielsku też zmieniało nastawienie, sic!), ale oczywiście jest wielu takich, którzy mówią perfekcyjnie i wzdychają ciężko, jak opowiada się im trzy pierwsze bajki.

DSC01579

Jeśli czujecie niedosyt twórczości Marty, polecam jej bloga, a w szczególności wpisy, gdzie opowiada o tym, dlaczego lubi Paryż, i drugi o tym, dlaczego go nie lubi.

A jak to było z Waszymi kontaktami? Czy znani Wam Francuzi mówią po angielsku? Opiszcie Wasze historie w komentarzu!

 

Bulk email software by FreshMail

FrancjaNewsletter jpg (1)Jeśli chcesz być na bieżąco oraz otrzymywać ekskluzywne treści i materiały, zapisz się na newsletter:

  • Kasiak

    Szczerze, uśmiałam się czytając artykuł z bardzo prostego powodu- miałam tak samo! 🙂
    Komicznie wychodzi gdy się z kimś rozmawia- on do Ciebie po francusku, Ty po angielsku a i tak każdy wie (lub w sumie się domyśla) o co chodzi 😀
    Pozdrawiam!

    • To my podobnie mieliśmy na Chorwacji 😉 oni po swojemu, my po swojemu i wszyscy zadowoleni 😉

    • Powiem szczerze, że bawi mnie to teraz. Ale jak zamykałam konto bankowe na migi, bo ja po francusku to um i em, a w całej placówce banku nikt po angielsku nie mówił i tylko jedna inna klientka nieco nas ratowała, ale też miała problemy, to było mi ciut mniej wesoło xD Zwłaszcza, że tam były jakieś oszczędności, które miały pójść przelewem do Polski i zastanawiałam się czy dotrą xD

  • Ja swój pobyt w Paryżu od strony językowej wspominam bardzo miło, chociaż nie ukrywam, że podejście miałam sceptyczne – mimo, że również pracuję w międzynarodowej korporacji, w której współpracuje się głównie z mówiącymi po angielsku Francuzami, naczytałam się tu i ówdzie „stereotypowych” wpisów. Na szczęście zaskoczyłam się pozytywnie. Mieszkańcy pytani kilkakrotnie o drogę bardzo chętnie i dokładnie opisywali gdzie się udać (po angielsku, a jakże!), a ci, którzy poza ojczystym (lub „ojczystym”) językiem innym nie władali, gestami kierowali w odpowiednie miejsce równie sprawnie (jeden nawet prowadził nas przez kilka minut, a potem pożegnał się i poszedł w przeciwną stronę). 🙂

  • Marcin Wągrodny

    A ja byłem we Francji z żoną (która mówi po francusku raczej biegle) i moje próby dogadania się po angielsku w restauracji czy sklepie kończyły się tak, że to Dorota rozmawiała z nimi po francusku. A skąd wiem że potrafią mówić po angielsku? Ano stąd, że gdy jednego wieczoru byliśmy u jej znajomych (francuzów rzecz jasna) to rozmawialiśmy również po angielsku (choć nie cały czas, więc chwilami nie wiedziałem o czym rozmawiają).

    • Przeczuwam, że Twoje próby się tak kończyły w momencie gdy tylko usłyszeli, że D. mówi po francusku 😉 może gdybyście uparcie oboje mówili po angielsku to udałoby Wam się dogadać 😉

      PS- Witam w moich skromnych progach 😉

  • Byłam na Erasmusie w Hiszpanii to właśnie albo tylko po hiszpańsku mówili, albo nie chcieli mówić bo angielsku o nie lubią tego języka :P. Jeśli miałam takie sytuacje w Hiszpanii to nie wyobrażam sobie jak to musi wyglądać u nich 😀

    • Porównując Hiszpanię z Francją powiedziałabym, że Hiszpanie statystycznie wykazywali więcej chęci, żeby się dogadać choćby na migi. 🙂
      Acz mogę tylko porównywać okolice Barcelony gdzie byłam na Erazmusie przez jeden semestr z regionem Ile-de-France gdzie siedziałam trochę dłużej. W obu miejscach byłam straconym przypadkiem człowieka studiującego po angielsku i przyjeżdżającego z zerową znajomościa języka laokalnego xD

      • Zapomniałam dodać, ze mam na myśli Erasmusów z Francji mieszkających w Hiszpanii 😀 to o nich mowa. No to faktycznie musiało to być nie lada wyzwanie 😀

  • Z zainteresowaniem przeczytałam, uśmiałam się przy „yes, but I don’t like” :)) a teraz zachwycam się zdjęciami. Cudowne są!

  • Podróżując autostopem po Europie przejeżdżałem przez Francję. Jak jest ze znajomością języka? Nie powiem nic odkrywczego: jedni go znają, inni nie:) Na południu dziewczyna nadrabiała drogi, by podwieźć nas pod bramki na autostradzie. Inna kobieta, w okolicach północy, zabrała nas z parkingu przed restauracją i zawiozła mnie (i kolegę) na stację benzynową przy autostradzie (do dzisiaj pamiętam minę jej chłopaka, gdy się zgodziła i ich kilkuminutową rozmowo-kłótnię:)

    Były też epizody z problemem komunikacyjnym. Jeden, gdy szukając drogi zapytaliśmy dwóch mężczyzn, gdzie jest zjazd na drogę do Lyon. Pokazaliśmy kierunek i zapytaliśmy czy to tam. Uśmiechnęli się i odpowiedzieli po francusku. Drugi, gdy stojąc przy bramkach na autostradzie zapytaliśmy młodego chłopaka czy jedzie w stronę Montpellier. Powiedział, że tak. Zapytaliśmy czy zawiezie nas tam i wysadzi na bramkach przed miastem. Powiedział, że tak, a potem zawiózł nas do miasta. Przez 5 godzin szliśmy obrzeżami szukając bramek:)

    • Zazdroszczę takiej przygody! Jak byłam małolatą to chciałam taką autostopową wyprawę przeżyć. Teraz już chyba za stara jestem 😉

      • Wiek to jedynie usprawiedliwienie;) Fakt, im człowiek młodszy tym bardziej sprzyja to autostopowym wojażom.

  • Rok temu byłem służbowo w Paryżu. Prawda jest taka, że zdecydowana większość klientów na targach nie mówiła, albo nie chciała rozmawiać w innym języku niż francuski. Znajomy Francuz, które nota bene mówi perfect po angielsku, tłumaczył, że jego rodacy uważają, że to świat powinien się do nich dostosowywać a nie oni do świata.

  • „Jak nazwa wskazuje” 😀

    Ech, moje doświadczenia z angielskim we Francji nie są zbyt pozytywne, jak tam pojechałam, miałam poziom B1 z francuskiego, ale taki jeszcze „niewygadany” i się wstydziłam, bo to pierwsze kontakty:) Więc zbytnio nie rozumiałam, mnie trochę rozumieli, a jak zaczynałam po ang, to też mi odpowiadali po ang, z tym że rozumiałam to gorzej niż francuski.. Wielki chaos 🙂 Ale i tak było fajnie, zamówiłam kilka dań, które nie wiedziałam czym są, nie szkodzi 🙂

    • A dania zjadliwe były? Co ostatecznie zamówiłaś?

      • Tak, były bardzo dobre! Ale już niezbyt pamiętam.. 😉 chyba największym „niewypałem” był aperitif o smaku warzywnym (jakiś alkohol typu wermut, ale dodali do niego ogórka, a na powierzchni była jakaś biała pianka i posypana papryczką pikantną… Nie dla mnie takie wymysły, no ale pan kelner polecił nam to jako „drink dnia” czy tygodnia 😛

        • Ogórek jest fajny do drinków bo wprowadza nutkę orzeźwienia. W Bułgarii piłam rewelacyjnego drinka z dżinem, spritem i właśnie ogórkiem. Mmm, aż się rozmarzyłam 😉

  • http://language-bay.blogspot.c

    Będąc w Paryżu, było bardzo ciężko. Szczególnie w restauracjach :). No i mieszają, mieszają, mieszają- tak zwane wyżej wspomniane „anglefre” . Ale i tak są wspaniali 🙂

  • Ja bardzo szybko odpuściłam sobie próby nawiązywania kontaktu po angielsku i staram się porozumiewać moim kulawym francuskim. Zauważyłam dużo większą życzliwość ze strony Francuzów i dwa razy w restauracji kelnerzy sami użyli słów po angielsku, gdy widzieli że mam problem ze zrozumieniem :)) Wydaje mi się, że niechęć do używania angielskiego wynika nie tyle z zarozumiałości (jak to się często tłumaczy), ile właśnie z niepewności. Tak sobie myślę, że dla Francuza, który nie wymawia przecież „h” zastosowania prostego czasownika „to have” już na wstępie oznacza poważne trudności. Nie wspominając już, że taki stan rzeczy to naprawdę niesamowicie skuteczna motywacja do nauki francuskiego :))

    • Ojeju, z tym niemym „h” to mieliśmy wesoło na zajęciach. Wykłady prowadzili w dużej mierze Francuzi, ale z założenia miały być one po angielsku. I tak na przykłąd zagięlo nas słowo „ardening” na materiałoznastwie i mechanice „hardening”, czy zwrot „eat transfer” w przypadku zagadnień z przenoszenia ciepła (heat transfer). 🙂 Na szczęście obie strony miały do siebie dystans, więc jak trzeba było, to się dopytywaliśmy i wspieraliśmy słowem pisanym 🙂

      • „eat transfer” powaliło mnie na łopatki, cudne! 😀 Dystans + poczucie humoru to chyba najlepsze połączenie z możliwych, a jakie świetne anegdotki mogą powstać przy okazji 🙂

  • Pracuję w dużej międzynarodowej firmie więc silą rzeczy wszyscy musimy znać tutaj język angielski. Większość kolegów w pracy to jednak Francuzi i wszyscy angielski znają i posługują się nim na co dzień w pracy. Myślę, że to trochę wygląda tak jak w Polsce, ludzie wykształceni z pewnymi aspiracjami angielski znają. Nie dziwi mnie, że ktoś kto pracuje w knajpie i zarabia jako kelner już nie. Czy w Polsce oani na poczcie albo w butiku orange zna angielski – nie jestem przekonana…

    • Często jednak takie panie na poczcie (przykładowo) w Polsce jednak ten angielski znają. Jako przykład mogę podać starszą panią w kasie na dworcu kolejowym w Oświęcimiu- obcokrajowiec był przede mną w kolejce i chciał kupić bilet do Krakowa. Udało mu się dogadać i nie było to na zasadzie „Kraków” – podanie biletu. Nie pamiętam już szczegółów ale zostało mi w pamięci właśnie to pozytywne zdziwienie, że kobietka znała angielski całkiem nieźle.

    • Albin Gierun

      Mam podobne zdanie chociaż moje doświadczenie z Francuzami jest znikome – spędziłem tylko raz tydzień w Paryżu. A jak jest w Polsce? Podobnie. Mam prawie 56 lat i nikt z moich znajomych w moim wieku nie mówi po angielsku. Kiedyś do nauki był znienawidzony język sowiecki. Ja się nigdy nie nauczyłem rosyjskiego i dziś tego trochę żałuję. Mieszkam już od 29 lat w Szwecji i reakcja szwedów po wizycie w Polsce jest podobna. Wszyscy mieli problem z porozumiewaniem się po angielsku. Bo w Szwecji każda sprzątaczka, czy budowlaniec mówi komunikatywnie po angielsku, i przyjeżdżając do Polski, nawet do tak dużych miast jak Warszawa czy Trójmiasto, zakładają, że mogą dogadać się po angielsku w każdym sklepiku czy hoteliku. Cieszy fakt, że polska młodzież jest ambitna i uczy się języków. Ale ci zdolni i ambitni opuszczają Polskę i zostaje ta reszta … Może się kiedyś doczekamy, że i w Polsce „każdy” będzie posługiwał się jakimś językiem.

  • Marto, czytało się świetnie! Momentami mało nie oplułam ekranu herbatą, ze śmiechu rzecz jasna 😉 Temat ten długi jest jak rzeka i dla Francuzów dość drażliwy. Kiedy przeprowadziłam się do Francji, próbowałam analizować to zjawisko, ale zawsze kończyło się na kłótniach i fochach, więc skapitulowałam 😉

    • Cieszę się, że dostarczyłam powodów do smiechu. Śmiech to zdrowie 😀