W mojej kuchni na półce jest kilka książek kucharskich. Jest wśród nich również kilka takich, które zawierają przepisy tylko na dania francuskie. Żadna z nich jednak nie może być porównywana z książką Susan Herrmann Loomis pt. „W mojej francuskiej kuchni. Opowieść o tradycji i miłości do domowych posiłków„. To dobrze czy źle o niej świadczy, jak myślicie? 

w mojej francuskiej kuchni

Ja myślę, że zdecydowanie dobrze! Czytając „W mojej francuskiej kuchni” miałam wrażenie, że rzeczywiście stoję w niej obok Susan i przyglądam się jej podczas pichcenia kolejnych potraw. Za nami na ścianie wiszą miedziane rondle a w całym pomieszczeniu niesamowicie pachnie ziołami stojącymi na parapecie w oknie. Można się naprawdę rozmarzyć!

Zresztą we wstępie sama autorka zapowiada:

Od początku otuli was jej ciepło i piękne aromaty, które sprawią, że poczujecie głód i zapragniecie stanąć przed kuchenką.

A o tym, jak powstała ta książka, Susan napisała tak:

Wiele osób podzieliło się ze mną swoimi metodami i sekretami, przepisami i opowieściami; wyjawiło mi zawartość swoich lodówek, zamrażarek, kredensów; opowiedziało o swoich tradycjach, o rodzinach i swoich korzeniach. Dorzuciłam kilka własnych spostrzeżeń i tak powstała ta książka.

I rzeczywiście jest to chyba jej najlepsze streszczenie, które jednocześnie nie zdradza zbyt wiele i zachęca do sięgnięcia po tę książkę. Moim zdaniem warto jeśli szukacie ciepłej opowieści okraszonej licznymi przepisami na francuskie dania, sprawdzonymi przez samą autorkę lub przez jej przyjaciół i bliskich. Jeśli chcecie dowiedzieć się czegoś więcej o współczesnej kuchni francuskiej, bazującej w większości na rodzinnych tradycjach (ehh ta babcia!), to również powinniście ją przeczytać.

Co zawiera książka? Oprócz wstępu mamy w niej 13 rozdziałów i nie jest to bynajmniej liczba pechowa 😉 

W mojej francuskiej kuchni spis

Opowieści przyjaciół i bliskich są przeplatane licznymi przepisami na takie dania jak: duszone szparagi w ziołach (akurat jest sezon na te pyszne warzywo), kiełbaski w pomidorach na złocistym ryżu, soczyste policzki wołowe, quiche z niebieskim serem, prawdziwy mayonnaise, jaja faszerowane po francusku czy lody waniliowe. Znajdziecie w niej też zagubiony chleb 😉 

Jeśli planujecie urządzić kolację i chcecie korzystać z produktów sezonowych- we francuskiej kuchni Susan znajdziecie również gotowe propozycje jadłospisu na specjalne okazje. 

Na fanpejdżu Wydawnictwa Literackiego możecie znaleźć niektóre ciekawostki z książki: o ukrytym genie, o niedzielnym lunchu, czy o celebracji posiłków

Jedną z kilku rzeczy jakie sobie wynotowałam, jest opinia przyjaciela Susan, François. Jest specjalistą od dojrzewania serów, który opowiedział historię ze swego dzieciństwa:

Kiedy dziadek przyłapał mnie na zajadaniu na stojąco, za każdym razem karcił mnie wzrokiem i mówił: « Paliwo też byś tankował przy włączonym silniku, hę? Usiądź i zjedz spokojnie ». Co za wspaniała mądrość.

Z racji tego, iż mam prawo jazdy od prawie 14 lat (ale ten czas szybko mija!) i jestem czynnym kierowcą, to porównanie bardzo do mnie trafiło. I właśnie takie mądrości, przekazywane w Waszych rodzinach, chciałabym poczytać. Niech dotyczą kuchni lub ogólnie życia rodzinnego. Niech będą poważne lub okraszone dozą humoru. Autorów 3 najciekawszych opowieści nagrodzę egzemplarzem powieści Susan Herrmann Loomis „W mojej francuskiej kuchni” ufundowanym przez Wydawnictwo Literackie. Odpowiedzi zamieszczajcie w komentarzu do tego wpisu. Jeśli z jakichś powodów nie chcecie się logować pamiętajcie, że jest opcja pozostawienia komentarza anonimowo (napiszcie wtedy też na maila do mnie z podaniem adresu elektronicznego do kontaktu). Można również napisać do mnie za pomocą formularza kontaktowego. Ta opcja ma jednak jedną wadę- z racji mojego wyjazdu do Francji, w dniach między 10 a 18 maja mogę nie mieć możliwości zamieszczenia Waszej odpowiedzi na blogu. Dlatego najlepszy sposób to pozostawienie komentarza 🙂 Macie czas do 18 maja do północy.

Odpowiedzi ocenię po moim powrocie z Bretanii. Postaram się najpóźniej w niedzielę 22 maja ogłosić zwycięzców. Wysyłka nagród kurierem na terenie Polski. Możliwa również przesyłka zagraniczna, ale wtedy może to dłużej potrwać ze względu na wysyłkę PP 😉

Powodzenia! Bonne chance !

Jeśli chcecie zwiększyć swoje szanse na wygraną, koniecznie zajrzyjcie też na stronę Wydawnictwa Literackiego. Jeszcze do 18 maja, czyli do dnia premiery, możecie zdobyć jeden z 10 egzemplarzy „W mojej francuskiej kuchni”!

WYNIKI KONKURSU

Dziękuję Wam dziewczyny za komentarze konkursowe. Niby nie było ich dużo ale i tak decyzja była trudna. Ostatecznie postanowiłam nagrodzić Annę Maciejewską, Jolę Bielonko oraz Ulkę P. Gratuluję! I proszę o przesłanie za pomocą formularza kontaktowego adresu do wysyłki nagrody 🙂

A na koniec zachęcam jeszcze do obejrzenia filmu, w którym Susan Herrmann Loomis opowiada o swojej francuskiej szkole gotowania przy Rue Tatin w Louviers w Normandii:

Bulk email software by FreshMail

FrancjaNewsletter jpg (1)Jeśli chcesz być na bieżąco oraz otrzymywać ekskluzywne treści i materiały, zapisz się na newsletter:

  • Karia

    ja od kuchni francuskiej uzależniłam się niedawno dzięki koleżance. zaczęła mnie zabierać do bardzo fajnej restauracji w Warszawie – Paul. Na początku podchodziłam do tych smaków z dystansem, jednak jest w niej coś co uwielbiam:) super połączenia smaków, a o deserach już nie wspomnę 😉 z chęcią też zajrzę do tej książki:)

    • Polecam gorąco książkę! W Paulu jeszcze nie byłam, ale słyszałam dobre opinie więc jeśli będę miała okazję to na pewno tam zajdę 🙂

      • Karia

        Z mojej strony mogę polecić łososia w porach i na deser talaretki! Ogólnie ich menu skradło mi serce, więc pewnie każda pozycja będzie trafiona:)

  • Anna M.

    Już książka dotarła. Bardzo dziękuję 🙂

  • Ulka P.

    W mojej rodzinie od zawsze krążyło powiedzenie „kto jak je tak i pracuje”, które było nagłaśniane często przez moją babcie. Ona nigdy nie mówiła przy jedzeniu, więc zawsze miała zapewnione 1. miejsce w tej konkurencji. Po każdym skończonym obiedzie mówiła do wszystkich „widzicie.. nie dość, że jestem najbardziej pracowita z was wszystkich to jeszcze najszybciej jem”. Każdy uśmiechał się do babci i broń Boże nie protestował, ponieważ nawet nie wypadało 🙂
    Niestety z biegiem czasu moja babcia nie ma już takiego sprytu, by pierwsza kończyć posiłki, więc i przysłowie się zmieniło. Na szczęście błyskotliwość i jasność umysłu babci przetrwała do dzisiaj i od kilku lat po skończonym posiłku słyszymy teraz trochę zmodyfikowaną wersję przysłowia a mianowicie „kto pierwszy do jedzenia ten ostatni do pracy” 🙂
    No cóż.. jednego czego nie można babci odmówić to błyskotliwości i umiejętność obracania sytuacji na swoją korzyść 🙂

  • Jola Bielonko

    Powiem szczerze, że książka ta to bardzo interesujące trofeum, postaram się jakoś sensownie wypowiedzieć się w kwestii zadania konkursowego 🙂
    Na początku po przeczytaniu „co należy zrobić” trochę się zasmuciłam, ponieważ pomyślałam, że chyba w mojej rodzinie nie było żadnych „mądrości” kulinarnych i wręcz poczułam rozczarowanie, że jak to…Dlatego też „porzuciłam konkurs na kilka dni i pomyślałam „C’est la vie!” 🙂
    Dopiero dzisiaj rozmowa z moim chłopakiem uzmysłowiła mi coś.. Często porównujemy polsko-francuskie zwyczaje.. nie tylko na tle całego kraju ale w jego rodzinnym domu. Dzisiaj zeszło na „przesądy” i z racji tego, że ja przesądna nie jestem wypytywałam Flaviena co i jak w jego rodzinie 🙂 oczywiście pojawił się motyw parasolki rozkładanej w domu, styl zostawiania sztućców na talerzu i temat z chlebem. Wtedy usłyszałam od chłopaka, że jego tata dostaje szału, gdy widzi jak ktoś kładzie odwrócony chleb, ale on nie wiem dlaczego tak jest.. Wtedy ja z automatu wytłumaczyłam mu powód i w tym momencie coś „pykło”, bo przecież nigdy nikt nie uprzedzał mnie o powadze wypowiadanych „mądrości” ale w mojej rodzinie było to bardzo naturalne, że rozmawiało się o jedzeniu i o szacunku do niego.
    Cały czas przed oczami widzę swoją prababcię, do której jeździłam na wakacje. Razem ochoczo piekłyśmy chleb wieczorem, by świeżutki gościł na naszym śniadaniowym stole i pamiętam 2 zasady.. moja prababcia zawsze przed pokrojeniem całowała chleb i robiła na nim znak krzyża i nigdy przenigdy nie pozwalała kłaść go odwróconego na blacie. Przez to i jak zawsze uważałam, że chleb to świętość w kuchni. Pamiętam ogniska, gdy inne dzieci śmiały się ze mnie, gdy ja zbierałam porozrzucane skórki od chleba i paliłam je w ognisku, bo od maleńkości nauczone miałam, że chleba nigdy nie można wyrzucić… w ostateczności spalić. I to zostało mi do dziś 🙂 Zawsze po upieczeniu chleba robię na nim znak krzyża wspominając moją prababcie i czując tamten chleb pieczony kilkanaście lat temu 🙂
    I takie wspomnienia są najwspanialsze i najgłębiej zachowane w sercu :))

    Pozdrawiam 🙂

  • Mój tata często opowiadał mi z dużym oburzeniem o swoim koledze z pracy, dla którego jedzenie było tylko zaspokojeniem jednej z potrzeb ludzkich. Kolega ten często mieszał główne danie z zupą i tak jadał, tłumacząc się, że żołądek jest jeden i ostatecznie obie potrawy i tak się zmieszają. Mój tata komentował to ze smutną miną „Beata, to był taki pyszny rosół, a on go tak po prostu psuł”. Te opowieści taty o braku szacunku do jedzenie głęboko zapadły mi w pamięć. Cokolwiek więc nie jadłam, to starałam się to robić świadomie, delektując się smakiem. Bo w końcu nawet zwierzęta odróżniają smaki (szczególnie mój kot), tym bardziej my ludzie musimy dawać przykład 🙂 Do dzisiejszego dnia darzę jedzenie należytym mu szacunkiem i może też dlatego moim dodatkowym zajęciem stało się prowadzenie bloga kulinarnego. Mój mąż nie może narzekać, że jada monotonnie, bo próbujemy wszystkiego i każdy posiłek doceniamy.

  • Anna Maciejewska

    Zawsze lubiłam jeść, co zostało mi do dziś :). Różnorodne połączenia smaków sprawiają
    mi olbrzymią radość. Na rodzinnych spotkaniach, biesiadach i imprezach często
    tata żartował ze mnie mówiąc: Ania, jesz tyle co koliber, a potrzebujesz
    energii tyle co struś”. Byłam zadowolona słysząc te słowa, przecież
    kolibry to bardzo małe ptaki. Jednak brat wytłumaczył mi sens wypowiedzi taty.
    Okazało się, że koliber w ciągu doby zjada tyle co waży, ponieważ ma szybkie
    tempo przemiany materii. Natomiast struś, chociaż duże zwierzę, mało je w
    porównaniu do swoje wagi (ma małe zapotrzebowanie na energię). Rozśmieszyło
    mnie to porównanie, ponieważ unikałam sportu, a dużo jadłam :). Ciekawostkę
    wykorzystałam na lekcji biologii, czym zyskałam uznanie nauczyciela.
    Zwierzęco-kulinarną mądrość taty zapamiętałam do dziś i bardziej pilnuję się w
    trakcie smacznych przyjęć.

  • Anna Maciejewska

    Zawsze lubiłam jeść, co została
    mi do dziś :). Różnorodne połączenia smaków sprawiają mi olbrzymią radość. Na
    rodzinnych spotkaniach, biesiadach i imprezach często tata żartował ze mnie
    mówiąc: Ania, jesz tyle co koliber, a potrzebujesz energii tyle co struś”.
    Byłam zadowolona słysząc te słowa, przecież kolibry to bardzo małe ptaki.
    Jednak brat wytłumaczył mi sens wypowiedzi taty. Okazało się, że koliber w
    ciągu doby zjada tyle co waży, ponieważ ma szybkie tempo przemiany materii.
    Natomiast struś, chociaż duże zwierzę, mało je w porównaniu do swoje wagi (ma
    małe zapotrzebowanie na energię). Rozśmieszyło mnie to porównanie, ponieważ
    unikałam sportu, a dużo jadłam :). Ciekawostkę wykorzystałam na lekcji
    biologii, czym zyskałam uznanie nauczyciela. Zwierzęco-kulinarną mądrość taty
    zapamiętałam do dziś i bardziej pilnuję się w trakcie smacznych przyjęć.

  • Maja

    Moja mądrość będzie w temacie kulinarnym jak powyższy wpis 😉
    Nigdy nie lubiłam gotować, przygotowywać potraw i ogólnie wolałam kuchnię omijać szerokim łukiem. Niestety życie nie pozwala na to aby całkowicie nie wchodzić do kuchni więc wszystko co miałam ugotować robiłam z niechęcią i poczuciem przymuszenia. Dodatkowo nowe potrawy rzadko kiedy się udawały więc moje zniechęcenie jeszcze się pogłębiało, aż pewnego dnia mama przekazała mi swoją piękną mądrość i powiedziała ” spróbuj dodać do tych wszystkich potraw trochę serca. Poczuj to, że robisz to dla kogoś kto zasługuje na te wszystkie pyszności lub dla siebie bo też na to zasługujesz a będzie Ci łatwiej”. Pomyślałam wtedy: tak, robiąc kanapki mam się wczuwać przy krojeniu np. pomidora? Przecież to nonsens. Z czasem zaczęłam inaczej do tego podchodzić i realizować mądrość mamy u siebie w kuchni. Podziałało i działa do dzisiaj i w końcu kuchnia stała się przyjaciółką a nie wrogiem 🙂

  • kocham kuchnię francuską

    Kolejna Amerykanka, która naśladuje Julię Child i wykorzystuje modę na kuchnię francuską. Gdyby autorka Susan Loomis była choć trochę w Polsce rozpoznawalna (jak np. Rachel Khoo), prowadziła cudownego bloga (jak Mimi Thorisson) – jeszcze bym ten wybór zrozumiała.
    Zastanawiam się, czy kiedyś uda mi się trafić w Polsce na ciekawą książkę o kuchni francuskiej napisaną przez jakiegoś autora francuskiego? Odnoszę wrażenie, że polskie wydawnictwa francuskich autorów w ogóle nie dostrzegają. A może brakuje dobrych tłumaczy języka francuskiego?

    • A znasz jakieś książki tego typu po francusku, napisane przez Francuzów? Chętnie przeczytałabym w oryginale.

      • kocham kuchnię francuską

        Ula, znam cale masy ! Bardzo ciekawe ksiazki pisze Julie Andrieu, ktora od wielu lat prowadzi bardzo ciekawe programy kulinarne we francuskiej telewizji, jezdzi doslownie po calej Francji zbierajac stare, regionalne przepisy. Obok programow wydala juz mase ksiazek, sprawdz jej nazwisko na amazonie. Tu jest link do jej strony http://www.julieandrieu.com
        Ponadto wielkim guru kuchni francuskiej oraz autorem wielu, wielu ksiazek jest Alain Ducasse, bardzo bardzo znany we Francji i na calym swiecie (szczegolnie polecam „J’aime Paris”, jest zreszta cala seria tego autora J’aime New York, J’aime Londres etc). Wydaje mi sie, ze on zalozyl nawet wydawnictwo ksiazkowe specjalizujace sie w kulinariach.
        Innym autorem, ktorego znam z programow telewizyjnych jest Petitrenaud. On rowniez podobnie jak Julie jezdzi po calej Francji, po roznych regionach, odwiedza lokalne bistra, targi, rolnikow i wyciaga od nich przepisy. Mam jego dwie ksiazki „Promenades gourmandes en France” i „Mes envies de vivre: Mes plus belles histoires de table”.

        Bardzo ciekawie o kuchni pisze, a wlasciwie pisal, bo niestety niedawno zmarl, Jean-Pierre Coffe. Oczywiscie wszyscy znani szefowie kuchni we Francji wydaja rowniez ksiazki, jest ich cala masa, jesli wezmiemy pod uwage, ze we Francji takich gwiazd jak u nas Amaro jest na peczki: Yannick Alléno, Ane-Sophie Pic czy Thierry Marx, zeby nie wymieniac bez konca. Jesli interesuje cie kuchnia francuska, wiekszosc posiada strony internetowe, i konta typu instagram, facebook etc, ktore warto sledzic.